New Sun – Hanged’s Fate
„Hanged’s Fate” to debiut, który nie sprawia wrażenia nieśmiałego wejścia na scenę. New Sun od razu ustawiają muzykę w przestrzeni ciężaru, kontroli i psychicznego napięcia, jakby cały album był zapiskiem z wnętrza głowy, w której pękają kolejne bezpieczniki. Włoski kwartet nie buduje swojej tożsamości na jednej odmianie ekstremalnego metalu, lecz splata groove death metal z elementami thrashu, melodyjnego death metalu, blackmetalowej ciemności i nowoczesnej motoryki. Efekt jest bezpośredni, ale nie jednowymiarowy: riffy mają siłę żelaznych szczęk, perkusja pcha utwory do przodu z mechaniczną determinacją, a wokal Alexandre’a „Growlera” Piccoliego brzmi jak głos kogoś, kto krzyczy nie z pozy, lecz z potrzeby wyrwania się spod własnej skóry.
Koncept albumu opiera się na kontroli, upadku i samoświadomości, ale nie przyjmuje formy czytelnej opowieści z łatwym rozwiązaniem. „Hanged’s Fate” działa raczej jak psychologiczny labirynt, w którym każda ściana odbija inną wersję tego samego lęku. Już „Becoming War” sugeruje wejście w stan wewnętrznego oblężenia, gdzie konflikt nie jest zewnętrzną bitwą, lecz procesem rozgrywanym pod żebrami. „Inner Reaction” pogłębia to wrażenie, pokazując zespół skupiony na napięciu pomiędzy impulsem a konsekwencją. Groove nie służy tu wygodzie słuchania, ale budowaniu nacisku, jak ciężar prasy hydraulicznej opuszczającej się centymetr po centymetrze.
W środkowej części albumu New Sun najciekawiej balansują między agresją a melodyjną przejrzystością. „Higher God” i tytułowe „New Sun” nie rezygnują z mocnego, zwartego uderzenia, ale pozwalają gitarom Lorenza „Mr. Gore’a” Toffano złapać więcej przestrzeni. Melodie nie rozjaśniają tej muzyki w prosty sposób, raczej przypominają zimne światło padające na mokry beton. Bas Mattii „Basserkera” Zanelli dobrze zagęszcza dolne pasmo, a bębny Mattii „Banza” Banzato nadają całości fizyczny impet, dzięki któremu album nie osuwa się w samą atmosferę. To metal pisany z myślą o ciele, ale podszyty wyraźnym nerwem psychologicznym.
„Creating My Empire” wyrasta na jeden z kluczowych fragmentów płyty, bo skupia w sobie temat budowania tożsamości, która z czasem może stać się więzieniem. Utwór ma w sobie coś z marszu przez mury wzniesione własnymi rękami: jest dumny, gniewny, ale podszyty świadomością izolacji. New Sun dobrze pokazują tu, że ciężar nie musi wynikać wyłącznie z brutalności, lecz także z konsekwencji, z powtarzanego riffu, z narastającego napięcia, z melodii, która zamiast prowadzić ku wyzwoleniu, jeszcze mocniej podkreśla zamknięcie. To moment, w którym album najlepiej łączy nowoczesną agresję z emocjonalną czytelnością.
„Drag Me Down” domyka emocjonalny łuk materiału najpełniej, prowadząc od wewnętrznego zapadania się ku katharsis i możliwości odnowy. Nie ma tu jednak taniego triumfu. Odrodzenie zostaje pokazane jako proces bolesny, niemal organiczny, jak przebijanie się korzeni przez popękany asfalt. Produkcyjnie „Hanged’s Fate” brzmi nowocześnie, gęsto i selektywnie, z naciskiem na groove, ciężar gitar i wyrazisty wokalny atak. Nie jest to debiut rewolucyjny, ale bardzo zdecydowany: album zespołu, który wie, że ekstremalny metal może być jednocześnie fizyczny, mroczny i psychologicznie angażujący. New Sun nie oferują łatwego oczyszczenia, lecz wrzucają słuchacza do ciemnej komory ciśnieniowej, gdzie destrukcja i odbudowa okazują się dwiema stronami tej samej rany.