Oskaal – (A)live
„(A)live” to wydawnictwo, które nie bierze jeńców i od pierwszych sekund pokazuje, że norweski death metal wciąż potrafi zaskakiwać świeżością oraz kompozycyjną odwagą. Oskaal z Drammen nie zamierzają ograniczać się do bezmyślnej brutalności ani mechanicznego powielania gatunkowych schematów. Zamiast tego proponują muzykę, w której techniczna precyzja zderza się z pierwotną agresją, a melodyjne fragmenty wyrastają z gęstych, poszarpanych struktur niczym stalowe konstrukcje przebijające warstwę czarnego lodu. Album, wydany nakładem Wormholedeath, stanowi koncertowe rozwinięcie materiału znanego z wcześniejszej EP-ki „Drenched in Sin”, uzupełnione kompozycją „Annihilation”. Siedem utworów zamkniętych w nieco ponad trzydziestu trzech minutach tworzy intensywną, mroczną całość, w której deathmetalowy ciężar spotyka się z blackmetalową atmosferą i momentami progresywnego rozmachu. Nie ma tu miejsca na przypadkowe dźwięki, ponieważ nawet najbardziej gwałtowne zmiany tempa sprawiają wrażenie podporządkowanych przemyślanej dramaturgii.
Jednym z największych atutów „(A)live” pozostaje współpraca instrumentalistów, którzy potrafią stworzyć wrażenie kontrolowanego chaosu bez utraty kompozycyjnej przejrzystości. Gitary Jo Aslaka Aspåsa i Erlenda Andersena prowadzą nieustanny dialog między agresją a melodyjną ekspresją. Jedna potrafi bezlitośnie ciąć przestrzeń ostrymi, technicznymi riffami, podczas gdy druga wprowadza bardziej atmosferyczne motywy, nadając kompozycjom chłodny, skandynawski charakter. Sekcja rytmiczna, tworzona przez basistę Tommy’ego Køhlera Saltego i perkusistę Jonathana Hamrego, pracuje niczym potężny mechanizm oblężniczy, który mimo ogromnej masy zachowuje zaskakującą zwinność. Perkusja nie ogranicza się do nieustannego bombardowania blast beatami, lecz umiejętnie operuje zmianami tempa, synkopami i cięższymi, groove’owymi akcentami. Całość uzupełnia wokal Ole Stensgårda, przechodzący od głębokich, niemal podziemnych growli do przeszywających wrzasków. Jego ekspresja przypomina głos wydobywający się z pękniętej skorupy ziemi, pełen gniewu, rozpaczy i niepokojącej, niemal rytualnej intensywności.
Otwierający „Refused” natychmiast wrzuca słuchacza w sam środek muzycznej zawieruchy. Agresywne riffy, dynamiczna rytmika i bezkompromisowa ekspresja wokalna tworzą atmosferę wewnętrznego rozdarcia, doskonale współgrając z tekstem dotyczącym przemocy, odrzucenia i długotrwałych konsekwencji psychicznych traumatycznych doświadczeń. „Slaughter the Divine” przesuwa ciężar w stronę bardziej złowrogiej, niemal apokaliptycznej estetyki, w której techniczna sprawność muzyków nie przysłania budowania napięcia. Z kolei „Hymn”, otwierający wcześniej EP-kę „Drenched in Sin”, w nowym układzie utworów zyskuje odmienne znaczenie dramaturgiczne. Jego mroczna aura pozwala jeszcze głębiej zanurzyć się w duszny świat Oskaal, pełen religijnych odniesień, duchowego rozkładu i niepokojących wizji rzeczywistości. „Death” i „Sin” podtrzymują intensywność materiału, jednocześnie pokazując, że norweski kwintet potrafi przeplatać gwałtowne wybuchy agresji z bardziej melodyjnymi, atmosferycznymi fragmentami. Poszczególne kompozycje przypominają kolejne pomieszczenia opuszczonej katedry, w której każdy krok odsłania inne oblicze ciemności.
Szczególną uwagę przyciąga „Annihilation”, jedyna kompozycja nieobecna na wcześniejszej EP-ce, która wzbogaca wydawnictwo o kolejny wymiar ekstremalnej ekspresji. Utwór dobrze wpisuje się w estetykę zespołu, opartą na nieustannym ścieraniu się technicznej dyscypliny z nieokiełznaną energią. Najmocniejsze wrażenie pozostawia jednak finałowy „Necrosis”, stanowiący efektowne zwieńczenie całego materiału. To kompozycja o przytłaczającym ciężarze i ponurej atmosferze, w której agresywne partie instrumentalne tworzą obraz świata pogrążonego w powolnym rozpadzie. Pod względem realizacyjnym „(A)live” zachowuje interesującą równowagę między surowością koncertowego wykonania a współczesną selektywnością brzmienia. Gitary pozostają wyraziste, perkusja zachowuje odpowiednią dynamikę, a dolne pasmo nadaje kompozycjom fizycznej masywności. Można wprawdzie odczuć, że tak precyzyjnie uporządkowana agresja chwilami ogranicza spontaniczność, jednak trudno odmówić muzykom umiejętności utrzymania napięcia. Materiał brzmi jak rozpędzona maszyna, której każdy element pracuje z chirurgiczną dokładnością, choć spod stalowego pancerza nieustannie wydobywa się żar.
„(A)live” to wydawnictwo udowadniające, że ekstremalny metal nie musi wybierać między brutalnością a inteligentnie skonstruowanymi kompozycjami. Oskaal umiejętnie wykorzystują techniczne możliwości muzyków, nie zamieniając utworów w bezduszne demonstracje instrumentalnej sprawności. Największą zaletą albumu pozostaje jego konsekwencja, umiejętność budowania mrocznej atmosfery oraz naturalne łączenie deathmetalowej agresji z bardziej melodyjnym i progresywnym podejściem. Pewnym ograniczeniem jest natomiast fakt, że zdecydowana większość repertuaru była już wcześniej dostępna, przez co trudno traktować „(A)live” jako całkowicie nowy rozdział twórczości zespołu. Nie odbiera to jednak materiałowi jego siły. Norwegowie prezentują się jako formacja świadoma własnych możliwości, potrafiąca zachować równowagę między brutalnym uderzeniem a kompozycyjną dojrzałością. To muzyka przypominająca lawinę schodzącą po zboczu skutej lodem góry, pozornie chaotyczną, lecz poruszającą się z nieubłaganą konsekwencją. „(A)live” nie rewolucjonizuje death metalu, ale jest przekonującym świadectwem potencjału Oskaal i zapowiedzią znacznie ambitniejszych dokonań w przyszłości.