emocean drive przekuwa riff w „Challenge Me”
emocean drive wraca z singlem „Challenge Me”, którego historia zaczęła się od konkursowego riffu w ramach Riff Challenge organizowanego przez Festiwal Jana Borysewicza. Najpierw był impuls od znajomej, potem gitara, wzmacniacz, cylinder i próba zagrania zagrywki dokładnie tak, jak pokazał Jan Borysewicz. Miało skończyć się na udziale w konkursie, ale wyróżnienie i awans do półfinału uruchomiły coś większego.
W półfinale zadaniem było stworzenie własnego riffu. Dla emocean drive nie był to już tylko konkursowy fragment, bo gdy zauważa cię jeden z ulubionych gitarzystów, trudno potraktować sprawę technicznie. Zamiast krótkiej zagrywki powstała pełna piosenka – pamiątka po wyjątkowym momencie i numer, który można zabrać na koncerty. Tak narodziło się „Challenge Me”, utwór o mierzeniu się ze słabościami, porażkami i wyzwaniami, które życie podrzuca bez pytania.
Teledysk prowadzi artystę z powrotem do rodzinnego Dęblina, jakby trzeba było spojrzeć na własną drogę z miejsca, w którym wszystko się zaczęło. To także kontynuacja emocjonalnej mapy znanej z „The Last Dance” – nostalgicznej, ale nie ugrzecznionej. Słońce w klipie raz stoi wysoko, raz zachodzi, przypominając, że życie nieustannie przesuwa nas między poczuciem triumfu a momentami, w których coś się kończy.
Ważne są też samoloty: symbol spełnionych marzeń i dowód na to, że nawet kiedy człowiek czuje się uwięziony „na dole”, może kiedyś rozwinąć skrzydła. „Challenge Me” nie udaje hymnu o nieprzerwanym zwyciężaniu. To raczej piosenka o tym, że porażka nie musi być ostatnim słowem – czasem najważniejsze jest po prostu spróbować jeszcze raz.