Goofy Ginz wypuszcza „Niespane”
„Zaraz oddzwonię, daj mi tylko chwilę” – w jednym zdaniu mieści się cały stan, o którym opowiada „Niespane”. Taki, gdy niby jest w porządku. A jednocześnie nie jest. Powieki ważą jak beton, ale w głowie krąży chmura myśli, odbija się echem i nie pozwala zasnąć. Więc wstajesz, zakładasz kicksy i idziesz w noc, licząc, że bruk zagłuszy wewnętrzny hałas.
„Niespane” (pierwotnie „Restless”) to numer pisany po nocach i próba nazwania tej dziwnej sprzeczności: zewnętrznego „wszystko okej” i podskórnego przeczucia, że jednak coś uwiera. Goofy Ginz mieszają tu inspiracje bristolskim trip-hopem, modern jazzowymi bitami i nawijką z okolic rodzimego abstract hip-hopu, a jednocześnie zostawiają miejsce na swoje charakterystyczne, noise’owe wstawki – jakby nawet w introspekcji musiało coś zaiskrzyć i zgrzytnąć.
To drugi singiel promujący EP-kę „INTER”, materiał z sentymentem do gitarowych korzeni, ale przepuszczony przez elektronikę i hiphopowe odruchy. „INTER” ma być też „pomiędzy” w dosłownym sensie – zawieszona między już wydanym albumem a tym, który dopiero kiełkuje – i właśnie dlatego może pozwolić sobie na mieszanie wszystkiego ze wszystkim.
Goofy Ginz to krakowsko-rzeszowska formacja balansująca między melancholią a chaosem: kiedyś bliżej shoegaze’owej przestrzeni i noise-rockowej agresji, dziś w trybie międzygatunkowym, gdzie powaga przeplata się z przewrotnym humorem. Mają za sobą kilkadziesiąt koncertów w Polsce i za granicą, a ich energia na żywo bywa nieprzewidywalna – pełna kontrastów i szczerej ekspresji, której trudno nie zauważyć.