Thunder Rising

„Mad Machine” od Thunder Rising dostaje oficjalny klip

Thunder Rising wraca z oficjalnym wideo do „Mad Machine” i robi to w sposób, który idealnie streszcza ich obecny etap: maksimum energii, minimum zbędnych wstępów. To jeden z wyróżników albumu „Horizon Line”, wydanego nakładem Wormholedeath, a przy okazji pokaz zespołu, który wie, jak zbudować numer na samym mięsie – riffie.

„Mad Machine” startuje od razu na twardo: riff jest tu nie tyle ozdobą, co silnikiem całej kompozycji. Motyw zamyka się w krótkiej, zwartej frazie i już na wejściu narzuca logikę utworu – wszystko kręci się wokół napędu, tempa i konsekwencji. Dopiero później pojawia się zwrot, który działa jak celowe mrugnięcie okiem: środkowa część idzie w stronę psychodelicznej mgły, z onirycznym klimatem i brzmieniami kojarzącymi się z thereminem. To ryzyko, ale przemyślane – bo mimo odlotu ciężar nie znika, tylko zmienia kształt.

Finał znów dociska śrubę: riffowanie zostaje jeszcze bardziej skondensowane, jakby zespół chciał udowodnić, że precyzja i brawura mogą iść w parze. Tematycznie numer jest pochwałą nocnej jazdy bez trzymanki – hałas muzyki, pęd drogi, energia spotkań i przesada, która bywa paliwem najlepszych wspomnień. „Mad machine” działa jednocześnie dosłownie i metaforycznie: to pojazd i stan upojenia tym, co dzieje się „tu i teraz”, aż do wybuchowego spięcia z romantycznym pożądaniem.

W tle jest jeszcze jedna historia – brzmieniowa. Thunder Rising, złożony z weteranów włoskiej sceny rockowej przełomu lat 70. i 80. (m.in. Firehouse i Arachnes), konsekwentnie opisuje swój styl jako „Real Vintage”: połączenie współcz hooking modernnej klarowności nagrania z klasycznym DNA rocka. „Horizon Line” karmi się riffową motoryką w duchu Deep Purple i Rainbow, ale równocześnie podbija melodie w stronę AOR-owej nośności kojarzonej z Journey czy Boston. Sprzęt też mówi jasno, o co chodzi: Hammondy, gitary Fender i wzmacniacze Marshall obok nowoczesnych narzędzi i ostrych realizacyjnie standardów. Efekt ma być jednocześnie „stary” i krystaliczny – z solidną konstrukcją utworów, popisem gitarowej wirtuozerii i wokalem, który prowadzi słuchacza jak w muzycznej podróży drogą wspomnień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *