Akantophis – Erneuerung
„Erneuerung” to album, który nie tyle odnawia black metal, ile wystawia go na działanie wysokiego ciśnienia, aż jego tradycyjne kształty zaczynają pękać i wyginać się pod własnym ciężarem. Akantophis grają tu muzykę gęstą, dysonansową i nerwową, ale niepozbawioną wyraźnej dramaturgii. Słychać w niej korzenie gatunku, szczególnie w jadowitych wokalach, chłodnych gitarach i momentach blastowego naporu, lecz zespół nie traktuje konwencji jak muzealnej gabloty. Raczej rozbija ją młotkiem i układa z odłamków nowy, niepokojący witraż. Już od otwierającego „Spot” pojawia się wrażenie wejścia do przestrzeni, w której ściany są krzywe, światło nie pada pod właściwym kątem, a każda zmiana tempa może okazać się pułapką.
Najciekawsze w tej płycie jest to, że mimo agresji nie działa ona wyłącznie przez atak. „Lobotomie” i „Perforation” pokazują Akantophis jako zespół myślący strukturą, nie tylko natężeniem hałasu. Utwory wiją się, zmieniają kierunki, przechodzą od szarpanej furii do bardziej atmosferycznych fragmentów, po czym znowu zagęszczają powietrze do stanu dusznej, czarnej mgły. Gitary brzmią tu jak metalowe narzędzia przesuwane po betonie, ale między nimi przebijają się melodie, które nie przynoszą ulgi, tylko jeszcze mocniej podkreślają dystopijny charakter całości. To muzyka niespokojna, chwilami wręcz neurotyczna, ale prowadzona z dużą świadomością formy.
Tytułowa idea odnowy nie oznacza tu oczyszczenia ani triumfalnego wyjścia z mroku. „Renewal” można odczytywać raczej jako proces bolesnej przemiany, w której stare tkanki muszą zostać przecięte, zanim pojawi się cokolwiek nowego. Album ma w sobie coś z laboratoryjnego eksperymentu prowadzonego w ruinach świątyni: z jednej strony jest chłód, konstrukcja i precyzja, z drugiej rytualność, chaos i pierwotny niepokój. Niemieckojęzyczne teksty dobrze wzmacniają ten charakter, bo brzmią twardo, oszczędnie i organicznie, nie jak dodatkowa warstwa estetyczna, lecz jak kolejny instrument wprowadzający napięcie. Wokal Andiego nie prowadzi słuchacza za rękę, raczej wrzuca go w sam środek psychicznego zwarcia.
„Horizont aus Glas” wyróżnia się szczególną atmosferą, bo jego tytułowa szklana linia horyzontu zdaje się odbijać także charakter muzyki: kruchej w detalach, ale ostrej na krawędziach. To jeden z tych momentów, w których Akantophis najlepiej łączą blackmetalową szorstkość z niemal progresywnym poczuciem ruchu. Z kolei „#9010” dopisuje do tej opowieści bardziej mechaniczną, odhumanizowaną energię, jakby człowiek został sprowadzony do numeru, impulsu i zakłóconego sygnału. Finałowe „See Me” przynosi więcej przestrzeni i wolniejszego oddechu, ale nie jest prostym uspokojeniem. To raczej ostatnie spojrzenie przez popękane szkło, bardziej pogodzenie z ciemnością niż wyjście na światło.
Brzmieniowo „Erneuerung” korzysta z faktu, że materiał zarejestrowano na żywo, bo płyta oddycha w sposób rzadki dla wielu współczesnych produkcji ekstremalnych. Nie jest sterylna, choć pozostaje czytelna; nie jest chaotyczna, choć sprawia wrażenie, jakby cały czas groziło jej wykolejenie. Sekcja rytmiczna pracuje z organicznym napięciem, bas nie znika pod gitarową ścianą, a perkusja nadaje utworom fizyczny ciężar. Akantophis stworzyli album wymagający, miejscami nieprzyjemny i zdecydowanie nieskrojony pod szybkie przyswojenie, ale właśnie w tym tkwi jego siła. „Erneuerung” brzmi jak czarna mapa wewnętrznej przemiany, porysowana dysonansami, poplamiona rdzą i popiołem, a przy tym zaskakująco spójna w swojej wizji.