BUZARATE – GRAVITAS

„GRAVITAS” robi najmocniejsze wrażenie wtedy, gdy przestaje się o nim myśleć jak o kolejnej niszowej EP-ce z kręgu sludge i doom metalu, a zaczyna traktować jak zapis ciśnienia, które przez długi czas nie miało ujścia. To debiutancki materiał BUZARATE, solowego projektu Nelsona Gomesa z Madery, wydany 15 grudnia 2025 roku jako czteroutworowa, w pełni samodzielnie przygotowana EP-ka. Całość trwa około dwudziestu sześciu minut, została napisana, nagrana, zmiksowana i zmasterowana domowymi środkami, a do tego od początku do końca niesie wyraźny rys portugalskojęzycznej tożsamości. I właśnie ta autonomiczność słychać tu najmocniej – nie jako fetysz DIY, tylko jako artystyczną konieczność. To nie brzmi jak produkt, lecz jak materiał wyrwany z gardła, ciężki jak mokry beton i lepki jak sadza osiadająca na płucach.

Największym atutem BUZARATE okazuje się umiejętność łączenia kilku języków ciężaru w jedną, spójną wypowiedź. Słychać tu sludge’ową masę, doomową ociężałość, hardcore’owy gniew, a miejscami także bardziej blackened, chropawe podejście do wokalu. Gomes nie buduje jednak tej muzyki na samym przytłoczeniu. W tych kompozycjach jest ruch, jest puls, jest groove, który nie tyle rozluźnia napięcie, ile sprawia, że cały ten ciężar zaczyna iść przed siebie jak maszyna gąsienicowa przecinająca nocne błoto. „SIBILA” i „ASSOMBRO” nie uderzają w słuchacza bezmyślną ścianą dźwięku – raczej duszą go powoli, pozwalając, by riffy i rytmika osiadały warstwami jak pył po zawaleniu stropu. Produkcja pozostaje surowa, ale nie nieczytelna; brud nie przykrywa kompozycji, tylko dodaje im temperatury i faktury.

Najciekawsze jest jednak to, jak BUZARATE prowadzi emocję. W tekstach i tytułach nie ma pozy, nie ma taniej ekstremy dla samego efektu. „SIBILA” pracuje obrazami pamięci, pragnienia i ran, które wracają jak stary ból pod kością. „ASSOMBRO” idzie w stronę cielesności, niepokoju i zderzenia fascynacji z odrazą, przez co całość zyskuje niemal klaustrofobiczny wymiar. „TRONO” przynosi jeden z najmocniejszych momentów EP-ki – to utwór o utracie kierunku, szukaniu drogi między wyspami, odzyskiwaniu głosu i próbie wyrwania się spod ciężaru czegoś, co już nie powinno trwać. Tam właśnie „GRAVITAS” pokazuje, że nie jest tylko zbiorem ciężkich numerów, ale muzyką zbudowaną na realnym pęknięciu. Jakby ktoś próbował skleić własne odbicie z odłamków szkła, wiedząc, że przy każdym dotknięciu znowu popłynie krew.

Finałowe „A VALA COMUM… EXTINTOS” wynosi tę EP-kę na poziom znacznie poważniejszy niż zwykła gatunkowa deklaracja. To utwór najdłuższy i najcięższy emocjonalnie, z tekstem dotykającym choroby, utraty godności, żałoby i gniewu wobec tych, którzy przychodzą za późno albo mówią za dużo. Wybrzmiewa tu bardzo osobisty ciężar, dodatkowo podkreślony dedykacją w notach wydawniczych i wzmianką, że wewnętrzny niepokój przez pewien czas wstrzymywał publikację materiału. Dzięki temu finał nie działa jak efektowna kulminacja, tylko jak otwarcie rany, która nie zamierza się zabliźnić na potrzeby słuchacza. To moment, w którym tytuł „GRAVITAS” przestaje znaczyć tylko powagę czy ciężar brzmienia – zaczyna oznaczać ciężar przeżycia, ciężar pamięci, ciężar słów wypowiadanych już nie z pozycji buntu, lecz konieczności.

W efekcie powstaje materiał krótki, ale zostawiający bardzo długi cień. „GRAVITAS” nie próbuje być płytą uniwersalną ani przymilną. To wydawnictwo idzie własnym szlakiem, śpiewa po portugalsku, nie wygładza krawędzi i nie tłumaczy się ze swojej gęstości. Właśnie dlatego działa. BUZARATE nie odkrywa nowych kontynentów w sludge’u czy doomie, ale nadaje tym idiomom własny akcent i własną temperaturę. Słychać tu nie tylko wpływy, lecz przede wszystkim charakter – a to różnica zasadnicza. Jeśli ten projekt ma dalej rosnąć, to po takim debiucie nie wygląda jak ciekawostka z obrzeży sceny, tylko jak ciemna bryła lawy, która dopiero zaczyna stygnąć i już teraz parzy przy samym zbliżeniu dłoni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *