MORRATH wydają EP „Obscure Abominations”
MORRATH to zespół, który wyrósł z nastoletniego thrashowego zapału i z czasem zamienił go w potrzebę grania szybciej i ciężej. Zaczęli w 2017 roku jako Prowler w małym miasteczku na zachodzie Polski, ale po latach koncertów, roszad w składzie i zostawieniu Maślakowskiego oraz Jankowskiego jako jedynych oryginalnych członków, nastąpił moment „resetu”. Kluczowe okazało się znalezienie perkusisty umiejącego grać blasty – i wtedy przyszła zmiana nazwy na Morrath oraz przesunięcie brzmienia w stronę bardziej bezwzględnego tempa.
W pięć lat zdążyli wypuścić EP „Inhumanity Enthroned” (2021), album „Centuries of Blindness” (2023) i split „Przegnity Konglomerat” (2025), a dziś dorzucają nową EP-kę „Obscure Abominations”. To zespół sprawdzony też na scenie – grali m.in. u boku Incantation, Nocturnal, Arkona, Vomitory, Anima Damnata, Stillborn, Baalzagoth czy Gallower, więc ich muzyka była testowana tam, gdzie nie da się udawać.
Materiał nagrano jesienią 2024: gitary, bas i wokal zarejestrował Damian Duda w Świniarnia Studio Trzcinica, perkusję nagrano w Poznaniu przez Mateusza Wróbla, a miks i mastering wykonał Michał Grabowski (Christ Agony, Towards Hellfire, Feto In Fetus). Okładkę zaprojektował Mieszko Jankowski (Coffinwood, Leprozorium, Night Lord). Na EP-ce pojawiają się goście: Eryk Jakubczyk (Frightful) z solówką w „Gospel of Heretics”, Szymon Plewa (Night Lord) w „Human Eradication”, Damian Duda (Vishurddha) na syntezatorach i klawiszach w „Where the Obscure Dwells” oraz Krzysiek Śniadecki (Godslut) w „Blasphemy Reigns”.
„Obscure Abominations” wychodzi cyfrowo i na CD limitowanym do 300 sztuk nakładem Necroscope Blasphemia, a fizyczne wydanie dorzuca też utwory ze splitu „Przegnity konglomerat”, wcześniej dostępnego w nakładzie do 80 kaset. Zespół zapowiada, że tym razem celowali w klimat bardziej mroczny, nastrojowy i transcendentalny, momentami wręcz psychodeliczny – „kwaśny” – ale bez odpuszczania agresji. Ciekawy jest ich realizacyjny wybór: gitary, bas i wokale nagrano w mniej „profesjonalnej” przestrzeni niż na albumie, żeby mieć większą kontrolę nad brzmieniem i więcej czasu na dopracowanie, aż wszystko zabrzmi dokładnie tak, jak pasuje do ich muzyki.