Mlecze pokazują „Nie muszę mieć nic”
Mlecze wracają z singlem „Nie muszę mieć nic”, który ukazał się 19 czerwca 2026 roku i działa jak ironiczny portret zatracenia się w relacji. To piosenka o tym momencie, gdy druga osoba zaczyna przesłaniać cały świat, a własne potrzeby znikają gdzieś poza kadrem. Deklaracja, że dla kogoś bliskiego można znieść i wybaczyć wszystko, brzmi tu słodko tylko na powierzchni – pod spodem pulsuje pytanie, ile siebie da się oddać, zanim zostanie pustka.
Muzycznie utwór przenosi ten temat w język indie-popu, oparty na synth-brzmieniach rodem z gier wideo, lekkich gitarach i melodyjnym basie, który trzyma całość w ryzach. W refrenie głosy rozlewają się w gęstą chmurkę harmonii, przez co „Nie muszę mieć nic” potrafi brzmieć miękko i chwytliwie, choć w środku ma całkiem gorzki rdzeń. Za produkcję, miks i mastering odpowiada Kuba Kutera z podwarszawskiego studia Take One.
To czwarty singiel zapowiadający drugi album Mleczy, planowany na lato 2026. Wcześniej ukazały się „Może to ty też”, „Róża” i „Tracę czas”, do którego zespół przygotował właśnie lyric video. Dla publiczności Great September w Łodzi nowy numer nie jest całkowitą niespodzianką – można było usłyszeć go już jesienią ubiegłego roku. Teraz „Nie muszę mieć nic” wychodzi szerzej, jako kolejny przystanek na drodze do następnego rozdziału po debiutanckiej „Marudzie”.