BY MILLION WIRES

By Million Wires – Not Over

„Not Over” nie brzmi jak zwykły powrót po latach, raczej jak otwarcie zakurzonego pokoju, w którym instrumenty przez długi czas milczały, ale nie przestały rezonować. By Million Wires wracają materiałem krótkim, zwartym i wyraźnie przemyślanym, bez potrzeby głośnego ogłaszania własnej reaktywacji. To płyta o kontynuacji, ale też o pęknięciach, które zostają w człowieku po długim zawieszeniu. Nie ma tu nerwowego nadrabiania straconego czasu. Jest raczej spokojne, konsekwentne układanie emocji w brzmieniowe warstwy.

Najmocniej działa tu przestrzeń. Gitary nie tyle prowadzą utwory, ile rozpinają nad nimi szerokie sklepienie, pod którym wokal może poruszać się bez teatralnej przesady. Słychać w tym alternatywną melancholię i postrockową cierpliwość. Zespół nie próbuje rozbijać formy dla samego efektu, ale umie budować napięcie, pozwalać motywom narastać i dopiero po czasie doprowadzać je do ściany dźwięku. To muzyka, która nie uderza od razu pięścią w stół, tylko powoli zaciska dłoń.

Otwierające „Over” od razu ustawia temperaturę całego wydawnictwa. Utwór rozwija się cierpliwie, bez taniego refrenowego skrótu, a finał przynosi potrzebne spiętrzenie. „Glass Houses” z kolei schodzi głębiej w tonację kruchości. Zaczyna się niemal intymnie, jak rozmowa prowadzona półgłosem, by później rozsadzić własną delikatność mocniejszym, przesterowanym refrenem. To jeden z tych momentów, w których zespół najlepiej pokazuje, że potrafi łączyć emocjonalną subtelność z rockową masą. „I Know Better” przynosi kołyszący, trójdzielny puls. Jest w tym utworze coś z ruchu wahadła – między zwątpieniem a próbą utrzymania własnego kierunku. Ciepłe gitarowe faktury i oszczędna ekspresja wokalna sprawiają, że kompozycja nie popada w patos, choć niesie wyraźny ciężar refleksji. „Lost or Won” funkcjonuje bardziej jako emocjonalny półcień, moment zawieszenia, w którym nie wszystko musi zostać nazwane. To ważne, bo „Not Over” najlepiej wypada wtedy, gdy nie dopowiada za dużo. Zamyka całość „Runaway”, utwór nośny, koncertowy, ale nadal zanurzony w tym samym kinowym nastroju, jakby finał nie oznaczał wyjścia z labiryntu, tylko znalezienie w nim własnego rytmu.

Produkcja jest przyzwoicie wyważona: selektywna, przestrzenna, podporządkowana atmosferze. Bas i perkusja trzymają konstrukcję w ryzach, ale to gitary odpowiadają za właściwy krajobraz tej EP-ki. Można odnieść wrażenie, że materiał momentami aż prosi się o większy format, bo 23 minuty mijają szybko, zostawiając apetyt na pełnowymiarową wypowiedź. Z drugiej strony właśnie ta zwięzłość działa na jego korzyść – nie ma tu zapychaczy, nie ma przypadkowych objazdów.

Największą siłą „Not Over” jest dojrzałość. By Million Wires nie wracają z płytą modną, efektowną na pierwszy rzut ucha czy agresywnie walczącą o uwagę. Wracają z materiałem, który rośnie w odsłuchu, jak szkic powoli nasycający się kolorem. Dla słuchaczy szukających gitarowej melancholii, przestrzeni będzie to wydawnictwo bardzo satysfakcjonujące. Nie jest to jeszcze wielki manifest, raczej solidny, elegancki i poruszający zapis odzyskanej ciągłości. Tytuł okazuje się więc trafiony: ta historia rzeczywiście nie jest skończona.

You are Viewing The Most Recent Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *